Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2020

Przeszkody

Obraz
Tata Idy pracuje głosem - prowadzi międzynarodowego klienta przez odmęty technicznych zagwozdek wielu interfejsów i narzędzi. I ostatnio ten głos trochę niedomaga, dlatego dziś jest z nami. Ma to duże plusy - dziś podczas średnio długiego treningu, Mycha się okupała więc musiałam przerwać ćwiczenia. Potem piszczała (dosłownie, aż bębenki pękały) o atencję, nie bawiła się dobrze obok mamy, pomimo moich starań. Wtedy wkroczył Tata, który próbował się zregenerować drzemką i pomógł mi dokończyć ostatni set i wziąć prysznic w spokoju. Później mogłam się odwdzięczyć gdy był u lekarza i odpoczywał - wtedy z potrzebującą bliskości Idą oglądałyśmy grafiki z książki o Przygotowaniu Pana Kleksa. Lubię takie dni gdy możemy tak na siebie liczyć, chociaż to nie jest weekend albo wieczór. Z drugiej strony, nie wiem wtedy trochę jak mam się zachowywać. Wybija mnie to z rytmu, daje więcej swobody, ale też nie wiem jaki tryb dnia przyjąć. Bo jednak inaczej spędzamy dzień gdy jestem głównym d...

Slaver

Obraz
What do we say to "...."? Not today! Dziś te słowa skierowane są do treningu ;) Idąc zgodnie z planem treningowym na luty, dziś dzień na regenerację mięśni. Zamiast ćwiczeń, więcej zabawy na łóżku w rollowanie ciałka, trochę walki z księstwem Bagałanu (czyli sprzątania), krótkiego spaceru do parku i przygód Detektyw Klusini. Poza tym, środa to dzień po angielsku - w środę i sobotę/niedzielę mówimy do Idy i siebie nawzajem po angielsku. Dlatego wydaje się że środa to dobry dzień na odpoczynek - Ida ma z angielskim dużo wrażeń póki co ;) Przynajmniej ja tak to czuje. Pomysł zaciągnięty od @mamalamavlog, który polecam. Jakie będą efekty tego eksperymentu? Podejrzewam że Idusia wolniej zacznie mówić z sensem - bo mówi już, dużo, ale po bobosiowemu więc niewiele rozumiem. Z drugiej strony jeśli angielski będzie dla niej naturalny, nie tak jak polski, ale jednak, to tylko na tym wszyscy skorzystamy. W szkole będzie mogła szlifować język, uczyć się nowych słów i zasad gr...

Znów dwudziesty piąty -

Obraz
Zęby nie odpuszczają, dlatego dobrze, że dziś wypadł nam w planie krótszy (pół godziny) trening. Ćwiczenia trochę odwracały uwagę od zębów, ale z drugiej strony, zamiast zjeść przed treningiem Mycha zjadła dopiero po. W efekcie, przez całe te pół godziny patrzyłam na Idę szukając oznaki głodu w mysich oczach. Znowu poziom braku koncentracji był bardzo wysoki. To właśnie minus tego mojego pomysłu żeby ją angażować w treningi - nie da się całkowicie poświęcić ćwiczeniom. Dodatkowo znowu zapomniałam o rozciąganiu - przypomniało mi się dopiero pod prysznicem. Okazało się jednak, że obserwowanie mamy przy rozciąganiu jest równie zabawne i ciekawe co podczas podskoków.  Przez to wszystko uświadomiłam sobie, że Ida nie będzie znała świata bez ruchu. Oczywiście przy założeniu, że dalej będę będę miała czas żeby ćwiczyć. Naturalne jest to, że dziecko uczy się od rodziców jak mówić, chodzić, jak jeść stałe posiłki, a z czasem czytać i pisać. Jeśli śpiewamy dziecku, wie co to muzykalność, ...

Kończymy czwarty miesiąc!

Obraz
Jutro Ida skończy 4 miesiące i mniej więcej od dwóch miesięcy, dość regularnie pozwala mi trenować. Jestem z tego, z nas, bardzo dumna. Mniej więcej dwa miesiące temu, zaczęliśmy wspólnie z tatą Idy wprowadzać regularny schemat dnia. Wygląda to mniej więcej tak, że gdy Ida się budzi to zabieramy się za karmienie - póki co tylko piersią. Później troszkę z nią rozmawiam, przewijam, bawimy się na macie, ćwiczymy różne rzeczy, a później Mała idzie spać. W naszej domowej nomenklaturze nazywamy to jedną "zmianą". Mniej więcej raz dziennie, cztery razy w tygodniu, w ramach takiej zmiany, ćwiczymy razem. Włączam wtedy jakiś trening, najczęściej jest trening z bloga "codziennie fit", i skacze na macie przed telewizorem. Wówczas Mała leży obok, najczęściej patrząc na mnie, śmiejąc się trochę i próbując naśladować. Najbardziej chyba lubi "pajace" - gdy je robię, ma szeroki uśmiech na buzi i macha rękami i nogami, w jeszcze trochę nieskoordynowany sposób. ...

Na początek

Przyznam się od razu, że nie wiem jak zacząć, więc spróbuję ułożyć wstęp chronologicznie.  Najpierw zachorowałam na cukrzycę typu 1 , mniej więcej w 2012 roku. Nieco później, ówczesny chłopak zachęcił mnie do biegania. Dwa lata później, kiedy zaczęło się między nami psuć, zainteresowałam się bardziej ćwiczeniem swojego ciała. Gdy się rozstaliśmy, wciągnęłam się w to całkowicie - zmieniłam dość mocno styl życia, poszłam na terapię, a motywacją do ćwiczeń stała się moja chęć zmiany i otaczający mnie ludzie.  Pod koniec zeszłego roku zostałam mamą i moje patrzenie na bycie fit, na ćwiczenia, na ruch, po raz kolejny się przetasowało. Właśnie o tym chce trochę opowiedzieć - jak ton wszystko działa w moim przypadku. O tym jak żongluje byciem mamą, ćwiczeniami, cukrzycą i to kim jestem poza tym. W mojej opinii jestem fit, jestem mamą, jestem cukrzykiem, jestem zwykłą osobą, która lubi jeść czekoladę, pizze, trochę gotuje i piekę. Czy jestem dobrym przykładem do naśladowania...