Przeszkody
Tata Idy pracuje głosem - prowadzi międzynarodowego klienta przez odmęty technicznych zagwozdek wielu interfejsów i narzędzi. I ostatnio ten głos trochę niedomaga, dlatego dziś jest z nami. Ma to duże plusy - dziś podczas średnio długiego treningu, Mycha się okupała więc musiałam przerwać ćwiczenia. Potem piszczała (dosłownie, aż bębenki pękały) o atencję, nie bawiła się dobrze obok mamy, pomimo moich starań. Wtedy wkroczył Tata, który próbował się zregenerować drzemką i pomógł mi dokończyć ostatni set i wziąć prysznic w spokoju. Później mogłam się odwdzięczyć gdy był u lekarza i odpoczywał - wtedy z potrzebującą bliskości Idą oglądałyśmy grafiki z książki o Przygotowaniu Pana Kleksa.
Lubię takie dni gdy możemy tak na siebie liczyć, chociaż to nie jest weekend albo wieczór. Z drugiej strony, nie wiem wtedy trochę jak mam się zachowywać. Wybija mnie to z rytmu, daje więcej swobody, ale też nie wiem jaki tryb dnia przyjąć. Bo jednak inaczej spędzamy dzień gdy jestem głównym dowodzącym rodzicem i jesteśmy z Małą same cały dzień. Czy powinnam zachowywać się jakby był weekend? Z drugiej strony Dan musi odpoczywać, więc to ja powinnam odpowiadać za Kluskę w większym stopniu. Gdy jest w domu, trudno go traktować jakby go nie było. Z drugiej strony jest chory więc powinien raczej leżeć i zdrowieć - co często nie jest możliwe, lub trudne gdy Mała płacze. No bo jak to ignorować?
Ostatecznie ustaliliśmy, że mamy zachowywać się jakby to był weekend a on będzie kilka razy w ciągu dnia - raz, dwa, trzy, zobaczymy, chował się w sypialni i spał lub odpoczywał. Sam powie mi, kiedy jest ten moment, że po prostu musi się chorobowo zregenerować.
Trudno być chorym rodzicem uh.
Sam trening oceniam dość słabo. Ogólnie był super, tylko, że Mała naprawdę piszczała i ciężko było skupić uwagę na jakości ćwiczeń. Przerwa na kupę również nie pomogła, a frustracja że Tata musiał wkroczyć aby nie było drugiej przerwy, też nie ułatwiała zadania.
Co bym zrobiła inaczej z perspektywy? Zalała ćwiczenie i pobawiła się z Małą. Ponosiła i potańczyła. I już nawet do ćwiczeń nie wróciła, raz nie zawsze. Albo wróciła gdy Mycha uśnie.
Komentarze
Prześlij komentarz