Kończymy czwarty miesiąc!
Jutro Ida skończy 4 miesiące i mniej więcej od dwóch miesięcy, dość regularnie pozwala mi trenować. Jestem z tego, z nas, bardzo dumna.
Mniej więcej dwa miesiące temu, zaczęliśmy wspólnie z tatą Idy wprowadzać regularny schemat dnia. Wygląda to mniej więcej tak, że gdy Ida się budzi to zabieramy się za karmienie - póki co tylko piersią. Później troszkę z nią rozmawiam, przewijam, bawimy się na macie, ćwiczymy różne rzeczy, a później Mała idzie spać. W naszej domowej nomenklaturze nazywamy to jedną "zmianą". Mniej więcej raz dziennie, cztery razy w tygodniu, w ramach takiej zmiany, ćwiczymy razem. Włączam wtedy jakiś trening, najczęściej jest trening z bloga "codziennie fit", i skacze na macie przed telewizorem. Wówczas Mała leży obok, najczęściej patrząc na mnie, śmiejąc się trochę i próbując naśladować. Najbardziej chyba lubi "pajace" - gdy je robię, ma szeroki uśmiech na buzi i macha rękami i nogami, w jeszcze trochę nieskoordynowany sposób.
W tych krótkich 10 lub 20 sekundowych przerwach między kolejnym setem ćwiczeń, pochylam się nad Duśką, podaje jej zabawkę i przez większość treningu mówię do niej, a czasem śpiewam. Cierpi na tym oczywiście mój oddech i zapewne jakość wszystkich ćwiczeń. Z drugiej strony, w obecnej sytuacji życiowej byłoby mi szalenie trudno zorganizować to pół godziny do godziny tylko na trening. Musiałabym to robić kosztem innych spraw, a tego nie chce. Mogłabym to zrobić kiedy tata Idy wraca z pracy, ale z drugiej strony wraca on dopiero wieczorem. Wtedy już mam mniej energii do ćwiczeń, a poza tym wówczas najczęściej chcemy być razem, przeżyć ten wspólny, rodzinny czas. Czasem wieczorami udaje się zorganizować nianię w postaci mojej mamy albo mamy chrzestnej Idy, zdarza się również, że to ja wychodzę gdzieś wieczorem żeby pobyć Sobą bez mojej rodzinki.
Innym pomysłem byłby trening w czasie drzemki, ale to również nie jest do końca dobre. Zdarza się, że zaczynam ćwiczenia gdy Mała śpi, ale nigdy nie jestem w stanie w stu procentach oszacować jak długo będzie spała. Zdarzają drzemki krótsze i dłuższe, ale moja Mycha generalnie je krótko i często, i śpi podobnie. Dlatego bywa tak, że zaczynam gdy ona śpi, ale później muszę przerwać żeby ją nakarmić. Trochę to wybija z rytmu ćwiczeń i decyzja czy kontynuować z nią, albo kontynuować jak zaśnie, bywa trudna. Ida może równie dobrze zasnąć za godzinę, jak za dwie czy trzy. Poza tym, czasem ma takie drzemki, że potrzebuje obecności mamy czy taty w pobliżu, żeby w przypadku wypadnięcia smoka z buziaka, trafił on od razu na swoje miejsce. Albo po prostu potrzebuje pomiziania po nosku, bo choć powieki są ciężkie, sen nie przychodzi.
W zasadzie przypadkiem odkryłam, że ona lubi patrzeć jak ja ćwiczę. Zaczęło się od tego, że obudziła się w czasie jednego z dłuższych treningów. W ramach przerwy nakarmiłam ją i zaczęłam "skakać" dalej. Położyłam Małą na kocu obok maty i zobaczyłam jak bardzo zachwycona jest z tym co robię. Trochę do niej mówiłam, trochę śpiewałam, trochę pokrzykiwałam w podskokach "hop hop hop hop". I te pokazy ćwiczeń bardzo jej się podobały!
Oczywiście, to też nie jest tak, że przez cały trening Ida mnie obserwuje i jest zachwycona. Własnie dlatego chciałabym opisywać jak nam to idzie, jak radzimy sobie obie z różnymi wpadkami. Mam poczucie że prowadzenie takiego bloga, to będzie jakaś mała motywacja dla mnie żeby się nie poddawać i żeby szukać rozwiązań, jak żonglować tym co chcę robić, z rolą mamy. Wracając do treningu, staram się żeby w tym czasie kiedy ja ćwiczę, również Ida miała swoje ćwiczenia. Dlatego mniej więcej w połowie każdego treningu kładę ją na brzuchu - dziś pięknie trzymała główkę ok 5-10 minut. Dopiero później zaczęła trochę stękać i kwękać, więc przerzuciliśmy się na plecki. I tak, otoczona gryzakami, pozwoliła mi dokończyć ten długi trening.
Jestem przekonana, że ten trening nie wyszedł mi tak jak mogłaby zakładać Marta Hennig. Na pewno częściowo przez to, że trochę śpiewałam po drodze, a robiąc pompki całowałam moją córkę w pupę, nie zrobiłam wszystkich ćwiczeń. Tylko, że jeden z moich ulubionych haseł Marty bardzo sprawdza się w tej sytuacji - "Jeszcze nikt nie żałował zrobionego treningu". Wydaje mi się, że póki czuję sama, że nie robię bardzo dużo błędów jeśli chodzi o fizjologię, ułożenie pleców, rąk i tak dalej, to lepiej jest trochę poćwiczyć, niż poddać się na wstępie ze względu na "brak czasu".
Na dziś mam dla Was taką myśl, żeby nie spinać się, że nie wyszło, tak jak planowaliśmy. Że trzeba było przerwać, a po przerwie nie udało się już wcale treningu skończyć. Albo że w ogóle zrobiliśmy ćwierć całości, albo tylko pięć minut. I tak super, że udało Wam się coś zorganizować. Warto pomyśleć wtedy, że to 5 minut to więcej niż robią inni i że jest to bardzo wartościowe pięć minut.
Ja dzisiejszy trening oceniam na 8/10. Jeden punkt odejmuje ponieważ moja Mycha dzisiaj jest trochę bardziej poddenerwowana i może wcale nie powinnam robić treningu. Albo poczekać i zobaczyć jak ułoży się dzień. A ja trochę na siłę chciałam go zrobić od rana, bo zjadłam śniadanie i wzięłam ciut mniej insuliny, chcąc cukry spalić dodatkowo treningiem. Drugi punkt odejmuje, bo nie wszystkie ćwiczenia zrobiłam tak dokładnie jak potrafię. Czuje, że moje dziecko dzisiaj bardziej potrzebuję mojej uwagi a właśnie dziś wybrałam dość długi trening. W zasadzie to go nie wybrałam, po prostu szłam zgodnie z planem na luty. Albo mogłam to dostosować lepiej do jej nastroju i tego, że sama mam dziś trudności z koncentracją. Rada dla mnie samej na przyszłość - w takie dni przestaw sobie trening, zrób krótszy i ciesz się bardziej czasem z córeczką.
To se ne vrati.
Komentarze
Prześlij komentarz