Reset

Po ponad tygodniu testów, myślę, że pomysł z kilkoma, kilkunastoma minutami rano dla siebie, to świetna sprawa. Rzeczywiście widzę, że gdy mam chwilę dla siebie, żeby zastanowić się na czym mi dziś zależy, jak chciałabym żeby ten dzień wyglądał, to staje się on po prostu lepszy. Myslę, rozważam czego od siebie oczekuje, przypominając sobie żeby nie planować za dużo i nie przejmować jeśli to co założę weźmie w łeb. Zastanawiam się co bym chciała zrobić i porządkuje to od czynności i rzeczy najważniejszych, do najmniej ważnych, tak, że jeśli pod koniec dnia zabraknie mi czasu, nie będę czuła żalu i nie będzie to problem. Dalej jednak łapie się na tym, że trudno mi zawalczyć o swój odpoczynek, o to żeby oddać moje obowiązki komuś innemu, poprosić o pomoc. Niestety jest tak, że daję radę tak długo, aż przestanę. To znaczy, że w momencie kiedy kończy mi się paliwo, jest już za późno na pomoc i wsparcie. Samo dodanie otuchy nie pomaga, potrzebuję twardego resetu, a nie zwykłej pomocy. Nie nauczyłam się jeszcze, wyłapać odpowiednio wcześnie tego momentu gdy jest za dużo. Dlatego właśnie profilaktyka jest tak istotna, prewencyjny czas dla siebie codziennie, żeby odróżnić noc od dnia i ułożyć jakoś swoje myśli. Dziś właśnie tej chwili nie miałam, i już jest źle. Bo Dan poszedł do sklepu, a Ida dziś robi cyrk jęczenia zębowego. Nie zjadłam nic jeszcze, nie napilam się, umyłam tylko zęby. I się nawarstwiło. 
Piszę to, żeby się z tego wybić,żeby to podsumować i zostawić ze sobą. Robimy reset, zaczynamy ten dzień na nowo. 
Wsparcie gryzakowe jest. Może ciepła kawa trafi się później.

Komentarze