Trening z pumą
Po ciężkim weekendzie przyszedł dobry dzień i to w podwójnym tego słowa znaczeniu, przynajmniej jeśli chodzi o treningi. Zanim jednak przejdę do meritum, chciałam uczulić młodych rodziców na niektóre leki z witaminą D. Ja niestety kupiłam ostatnio witaminę D z olejem sojowym i bardzo się przejechałam. Dopiero po trzecim dniu brania tegoż leku, zorientowalam się, że mocne, długie płacze Idy nie mają tak dużego jak zwykle, związku z wyrzynającymi się ząbkami, a z bólem brzucha. A przecież nic nie zmieniło się w mojej diecie, a mała pije tylko mamine mleko. Ale skończyła się nasza poprzednia witamina, a ja idąc za namową farmaceuty, kupiłam coś nowego... I rzeczywiście, po odstawieniu tabletek, wszystko przeszło. Ale co się Kluska się napłakała to jej, zresztą, co ja gadam, ona się darła dosłownie. To ja płakałam z niemocy i zmęczenia.
Już jest dobrze, więcej tej witaminy D nie kupię, siebie skopałam po tyłku za to że kupiłam coś innego niż sprawdzone i mam za swoje na przyszłość. Toteż przestrzegam innych, co by ich uszy i serca nie cierpiały jak moje przez ten weekend.
Wracając do udanego treningu - po pierwsze, Ida pozwoliła mi zrobić 45 minutowy trening, z tylko jedną przerwą na kupę, ale poza tym wszystko odbyło się bez jęczenia, stękania, a wręcz z radością i uśmiechem. Po drugie, okazało się, że to całe Puma trac jest naprawdę fajne! Przynajmniej dla mnie w obecnej sytuacji. Po pierwsze, to aplikacja, która umożliwia słuchanie w tle muzyki na Spotify. Filmy na YT choć są super, to jednak nie umożliwiają puszczelnia playlisty w tle. Unikam natomiast włączania tv podczas gdy Mycha ćwiczy na macie, bo czasem ma lepszy kąt patrzenia w stronę ekranu z czego korzysta, a ja chciałabym ograniczyć jak najmocniej jej dostęp do ekranów do 2 roku życia. Puma trac pozwoliło mi robić trening z Martą Henning przy jednoczesnym słuchaniu Spotify - idealnie! Byłam w stanie puścić bardzo energetyczną muzykę, do której obie cieszyłyśmy się, śmiałyśmy i trochę tańczyłyśmy. W efekcie znowu trening na pewno nie był wykonany w 100% dobrze - oczywistą sprawą była konieczność przerwania na rzecz przebrania z pieluchy i okuptanego bodziaka. Ale też z powodu żywej muzyki, trochę tańcowałyśmy w trakcie treningu, więc na pewno nie trzymałam mięśni wystarczająco mocno jak powinnam. Wciąż jednak, był to długi trening - trwał 45 minut z rozgrzewką i rozciąganiem, podczas gdy Ida nie miała z tym czasem większego problemu. Całą rozgrzewkę patrzyła na mnie jak urzeczona, a w zasadzie później już po przebraniu też nie odrywała ode mnie wzroku. Widząc pajace, jak zwykle próbowała kopiować rękami. Całość wypadła wesoło, męcząco i przyjemnie. Gorzej, że jutro trening będzie chyba robiony w tej aplikacji przez kogoś innego niż Marta, więc nie wiem czy nie wrócę do YT i może użyje drugiego telefonu jako źródła energetycznej muzyki ;p Zobaczymy.
Nie chcę zapeszać, ale mam nadzieję, że ze względu na ostatnie zmiany w życiu Idusi, te treningi będą wychodziły lepiej. Nadzieje wiąże się z tym, że Ida nie śpi w dzień tyle co kiedyś, jej sesje aktywności w ciągu dnia się wydłużaj. Tym samym ma więcej energii i można ją kilka razy położyć na brzuchu, w wielu miejscach, w ramach jednej "zmiany", zmieniając scenerię doładowując pozytywnie jej baterie. W efekcie łatwiej jest Klusi spędzić te 40 minut ze mną ćwicząc - po prostu wolniej się nudzi, albo ma więcej rzeczy do zrobienia, łatwiej jest jej na brzuchu ogarniać zabawki, wkładać je do pysia i masować działa, w dodatku widzi więcej patrząc przez okno balkonowe, więc to wszystko jest ciekawsze.
Plus, w każdym dotychczasowym treningu, mogę między ćwiczeniami obrócić ją o troszeczkę w lewo, i znowu jest zajęcie na 5 minut. Bo ma inną perspektywę ;) W ciągu tych pięciu minut wykonuje kolejną serie, a podczas następnej zajmuje Małą, jakąś nową zabawką. A potem na plecy, a potem pozytywka, a potem rowerek z mamą.... i tak dalej.
Wszystko to wprawiło mnie w dobrych humor który zaraz spożytkujemy na spacerze!
Komentarze
Prześlij komentarz