Rytmika
Dzisiejszy trening "sponsorowany" był przez @pomelody i @codzienniefit. Treningi Marteczki są wymagające i jednocześnie bardzo rytmiczne co pozwala mi czasem w ich trakcie klasnąć dłońmi, podśpiewywać, zaczepić Małą. Czasem jakość ćwiczeń spada w stosunku do wygłupów, które wykonuje żeby zabawić córeczkę w trakcie serii. No i dziś rzeczywiście klaskanie w rytm melodii uratowało mi ostatni set treningowy. Nagle z frustrowanego bobo, Ida zasłuchała się w melodii granej z telefonu, z aplikacji Pomelody, a ja mogłam kontynuować ostatni set ćwiczeń na brzuch. Magicznie zyskałam czas również na rozciąganie, bez wyrzutów sumienia, że zaniedbuję Małą na rzecz swoich jakiś prywatnych planów.
Moja rada dla siebie na dziś jest taka, żeby się cieszyć tym treningiem. To zdecydowanie nie jest łatwe, zwłaszcza przy gorszych dniach, ale dziś się udało. Wygłupy do treningu, śpiewanie w tle piosenek, z odrobiną tańca w miarę możliwości, obrócenie się tak by Ida widziała moją twarz, położenie jej na brzuchu gdy podczas treningu unoszę nogi, tak byśmy obie przyjęły podobną pozycję, to wszystko sprawia, że Kluska widzi to bardziej jako zabawę, coś pozytywnego. Nie chcę żeby myślała, że gdy Mama ćwiczy, to ona musi być cicho, "grzecznie" gryźć zabawkę i w ogóle. Treningi będą zawsze, a ona zmienia się codziennie i nie chce żeby była z boku. Czuła się niepotrzebna. Chcie z nią dzielić to co lubię, w miarę możliwości włączyć ją w mój świat i przeżywać to razem. Na pewno nie oczekiwać od niej, że się podporządkuje moim hobby. Dlatego tak ważne jest, czasem na siłę, cieszenie się treningiem i nawet zrobienie go tylko w połowie, ale radośnie. Bo wtedy dla nas obu to fajny czas, a nie mój "obowiązek", którego Ida nie ma możliwości zrozumieć.
Dziś wstałam z myślą, że nie będę miała siły się bawić, trenować, wymyślać nam aktywności, sprzątać, gotować. Piszę to myślę około godziny 13:30, jest już środek dnia, a ja jeszcze mam dużo energii, dużo pomysłów dużo przed sobą. Myślę, że przez 90% czasu Ida nie jest wysysaczem energii, nie jest jakąś kulą u nogi, kotwicą, tylko właśnie dokładnie odwrotnie - dodaje mi skrzydeł. Sprawia, że chce mi się wymyślać nowe rzeczy, nowe zabawy, szukać informacji, nawet gotować jakieś nowe potrawy, bo przecież już za pół roku, rok, będzie mogła ich spróbować. Chcę mi się ćwiczyć, bo widzę, że to ją bawi, że to jest taka nasza rzecz, chce mi się posprzątać bo przecież ona już trochę się porusza
(kładę ją w różnych miejscach) i ważne jest dla mnie, żeby było w miarę czysto. Taki motywator, żeby nie leżeć z tyłkiem na kanapie, tylko coś zrobić fajnego, bo szkoda czasu. A jak już leżeć na kanapie to chociaż z książką albo padem do PlayStation. No bo czas dla siebie też musi jakiś być.
Komentarze
Prześlij komentarz