Leniwie
Niedzielny obiad u babci - jak będzie? Nie wiem, mała ma gorsze dni ostatnio, widać że jest na skraju rozwinięcia nowej lub nowych umiejętności. Tak się zastanawiamy z Danem co to będzie - kolejny etap w drodze do raczkowania, umiejętność siedzenia (ale nie siadania), czy może powtórzenie/powiedzenie "mama"? Na początku nie namawiałam Mychy do mówienia "mama", ale z biegiem czasu zaczęłam coraz mocniej wyczekiwać tego momentu i ją zachęcać. Myślę że to będzie kolejny moment wzruszenia z mojej strony i łez. Ja bardzo bardzo rzadko się wzruszam, jedną z niewielu takich chwil był jej pierwszy uśmiech, powtórzenie po tacie "akuku" i śpiewnie jej "Ty druha we mnie masz", gdy miała miesiąc.
Dziś, po drugim śniadaniu zbiliśmy wspominany ostatnio zły humor wygłupami na łóżku - rollowaliśmy małą z brzuszka na plecy i z powrotem na brzuszek. Najlepsza zabawa na świecie, przynajmniej na pierwsze 10 minut. Kolejne dziesięć to machanie nogami w ślad za rodzicami, a ostatnie pięć spędziliśmy na próbach powtórzenia słowa "mama" właśnie. Po tych licznych aktywnościach Mała padła w łóżeczku w dosłownie 5 sekund ;)
Oczywiście, to nie jest tak że podczas gorszych dni, nie ma dobrych chwil. Czasem wręcz jest ich więcej, po prostu płacz Idusi jest oszałamiający, w tym złym znaczeniu. Gdy Mała zanosi się płaczem w najwyższej skali, mniej wiecej po kilku minutach czuję się jakby ktoś wypuścił że mnie całe powietrze - Dan ma tak samo. Dość sprawnie można się podnieść z tego stanu, ale to wyczerpuje, tak psychicznie. Na szczęście, takie chwile nie zdarzają się często, zwłaszcza odkąd skończyły się brzuszkowe problemy.
Wczoraj wieczór był dość trudny, jedna nasza "zmiana" skończyła się na tym że Dan robił ciasto pod moją komendą, a ja nosiłam Idę na ramieniu. Ciasto miałam robić ja, ale Ida nie chciała bawić się na macie z tatą. Nie chciała leżeć w łóżeczku, ani naszym łóżku. Nie chciała tulić się do taty ani być noszona w chuście przez mamę. Ale ramiona mamy, a w szczególności jedna, specyficzna pozycja na ramieniu, okazała się strzałem w dziesiątkę. Szczerze? Schlebia mi to. Wiem że to nie ma dużo wspólnego z tym jaką jestem osobą, albo jaką osobą jest Dan. Ale to mile, staram się cenić ten czas, gdy Idusi do szczęścia potrzebne są głównie moje ramiona. Wiem, że gdyby mnie nie było, daliby sobie radę, ale ciepło mi na sercu na myśl, że moja Kluska tak mnie potrzebuje. Czasem na siłę o tym myślę, a nawet mówię na głos jak wdzięczna jestem za ten czas.
Nie mamy samochodu, dlatego obiad u babci, pomimo, że mieszkamy w jednym mieście, to mała wyprawa. Dziś bierzemy tylko nosidło i dwa plecaki - oba Idusiowe ;p Że względu na cukrzycę, ja zawsze mam że sobą jakaś torbę lub plecak, ale odkąd Mała jest z nami to ilość potrzebnych rzeczy do wyjścia wzrosła. Gdybyśmy mieli auto, pewnie zabraliśmy poduchę do karmienia, zabawki, mate, może bujak w który ledwo się mieści żeby mogła w nim usnąć...a tak, będzie pewnie spała na kanapie między nami, na kocyku babcinym. I tak się zastanawiam teraz co jest lepsze. Pierwsza opcja, ta z samochodem, na pewno jest łatwiejsza. Z drugiej strony, wówczas często bierze się za dużo rzeczy. Chcąc wylistować hipotetycznie co bym wzięła, chciałam napisać dużo więcej niż napisałam powyżej. Bo przy zastanowieniu się mocniej, można znaleźć naprawdę dużo opcji rzeczy, które "mogą się potem przydać". Tylko ze większość z nich się nie przydaje... W związku z tym nie wiem jak pojedziemy w tym roku na wakacje :p jest pomysł, że pociągiem, ale wtedy ilość bagażu jest ograniczona. Przy tych rozważaniach doszłam do wniosku że trzeba zabrać to na pewno będzie potrzebne, czego używamy codziennie i nie da się tego zorganizować na miejscu. Oraz to co w przypadku gdy będzie potrzebne, będzie niezbędne do przeżycia. Dziś tym czymś jest dla nas maść na dziąsła, bo chhcoiaz apteki są niedaleko to warto przy rodzinnym obiedzie posmarować dziąsła od razu, a. Je biegac do apteki. Zwłaszcza że cały obiad będzie na pewno dla Idy wyzwaniem i nie ma sensu jej męczyć oczekiwaniam na ulgę przy ząbkowaniu. W domu, możemy to dozować, czy odwracać jej uwagę śpiewem, masując dziąsła,.bez dodatku chemii. Dziś ważne jest, żeby Mała się dobrze czuła, wiec ulubione zabawki, gryzak, smoczek i maść wyruszają z nami.
Na koniec chciałam ocenić wczorajszy trening. Wyjątkowo oceniam go na 10/10! Pomimo że Ida miała generalnie średni dzień, to poranek był bardzo dobry i dała mi poćwiczyć, naprawdę poćwiczyć, włącznie z rozciąganiem. Później było gorzej ale co tam, liczą się te dobre chwile :)
Komentarze
Prześlij komentarz