Lawina zmian

Ćwiczenia to przez ostatnie dni duży "power booster" dla mnie, a tym samym dla Idy. Gdyby nie treningi, nie miałabym w sobie tyle pozytywnej energii. A tak wiem, że robię co mogę żeby zadbać o swoje zdrowie i swoją odporność, Duśną tym samym również. Mała czasem zachowuje się na swojej macie jakby również chciała robić pompki, podciąganie etc. Jej ostatnio nabytą umiejętnością jest wkładanie sobie stopy w usta oraz nowy zestaw min. W efekcie, gdy mam nadzieję to wszystko związane z koronawirusem się uspokoi i będziemy mogli przyjąć gości lub kogoś odwiedzić, wiele osób będzie zdziwionych jak bardzo jej buzia wygląda inaczej. Z jednej strony dużo się nie zmieniło, a z drugiej widać zmiany w tym jak patrzy, jak się rusza, jak "mówi".  Lawina rozwoju jej osoby zdecydowanie przyspiesza. 
Ostatnio gdy byłam u mojego kołcza (nomenklatura z Żuczystanu, oznacza panią psycholog), zapytała mnie co najbardziej lubię w urlopie macierzyńskim. Lub macierzyństwie w ogóle, nie jestem pewna, ale moja odpowiedź dotyczyła właśnie tego czasu teraz. Odpowiedziałam wówczas, że najbardziej cenię sobie fakt, że moge obserwować rozwój Idy. Widzieć jak zmienia się codziennie, jak uczy się nowych rzeczy, robi miny, odkrywa coś interesującego, zaczyna rozumieć prawa rządzące światem. Właśnie dlatego nie wolałabym być w pracy, bo co tak naprawdę spotkałoby mnie tam? Moja praca nie jest moją pasją, lubię ją, ale nie jest związana z tym co lubię najbardziej. A co lubię najbardziej? Sama nie do końca wiem ale mam nadzieję że do końca tego "urlopowania" z Dusią, się dowiem. Dlatego ten czas z Idą jest ciekawszy, to on bardziej determinuje jaka jestem osobą, stawia mi wyzwania. To ten czas będę wspominać za 10, 30 i 50 (oby) lat, a nie kolejny "ticket" w pracy. I chyba nie tylko ja - choć Mycha niewiele z tego czasu zapamięta w dorosłym życia, to mam nadzieję, że będzie czuła moją miłość. Nie pamiętam wiele z dzieciństwa w ogóle, a z pierwszych lat zupełnie nic. Ale wiem, czuję w sercu jak bardzo Kocham moją Mamę i wiem, że na tę miłość miała na pewno wpływ jej opieka gdy byłam malutka.
Niemniej jest to męczące. Ida jest głośnym dzieckiem, takim, które mocno i znacząco alarmuje swoje potrzeby. Więc teraz w tej izolacji, jest trochę ciężej. Nie mamy nałożonej kwarantanny, ale posiłkujemy się zdrowym rozsądkiem, dlatego nikogo nie odwiedzamy. A niedługo przed pandemią, był okres chorobowy i mam wrażenie że bardzo dawno nie widziałam innych ludzi (z małymi wyjątkami, ale niestety właśnie tylko z małymi). Trochę mi samotnie pomimo Dana i Kluski.  Ostatnio ten ciężar bycia mamą wydaje się cięższy. A w zasadzie wydaje się być ciężarem, a nie po prostu faktem, który daje dużo radości i wyzwań. 
Chciałabym się jakoś odbić znów od tego tylko nie wiem do końca jak w tej pandemii. Ale pomyślę. Jak wymyśle, dam znać.

Komentarze